Następnego dnia stałam tak sobie zwyczajnie przy oknie.
Jak ja nienawidzę szpitali. Tu śmierdzi chemią. Wiem wiem, wybrzydzam jak
dziecko, ale ostatnimi czasy jestem jakaś rozdrażniona. To wszystko przez
niego. Usłyszałam otwieranie drzwi.
Myślałam, że to Pablo, ale zobaczyłam starszą kobietę.
- Angie. Kochanie poznajesz mnie?
- Zaraz chwileczkę... Mama?
- Tak skarbie. Martwiłam się. - przytuliła mnie.
- Mamo co tu robisz?
- Pablo mi powiedział, że miałaś wypadek. Przestraszyłam
się i przyleciałam. Jak się czujesz
córeczko?
- Ogólnie to całkiem dobrze. Lekarz mówił, że dopiero za
jakiś czas odzyskam pełną pamięć. Stanie się to szybciej jeśli doznam jakiegoś
szoku.
- Boże miłosierny jakiego szoku?
- Po prostu zdarzy się coś, czego bym się nie
spodziewała.
- Pójdę po coś do jedzenia i zaraz wrócę.
- Dobrze.
Stałam przy oknie może pół minuty jak znowu usłyszałam,
że ktoś wchodzi. Myślałam, że to mama czegoś zapomniała. Myliłam się.
- German. Co ty tu robisz?
- Przyszedłem zobaczyć jak się czujesz. Martwiłem się.
- Dobrze. Lekarz powiedział, że w pełni odzyskam pamięć
szybciej jak doznam jakiegoś szoku.
- Wiem.
- Jak to?
- Ja dowiedziałem się o tym pierwszy.
- German muszę cię o coś zapytać. To dla mnie bardzo
ważne, nie daje mi ta sprawa spokoju.
- Pytaj o wszystko.
- Czy ty naprawdę nie kochałeś nikogo tak bardzo jak
mnie?
- Słyszałaś co mówiłem?
- Każde słowo. German odpowiedz mi. - Zbliżył się. Nasze
twarze dzieliły milimetry. Domyślałam się, co German chce zrobić. Minimalnie
przysunęłam twarz do jego tak, by dać mu znak, an on połączył nasze usta w
namiętnym pocałunku. Albo w pocałunkach. Sama nie wiem jak to ująć. Oparłam
ręce na jego torsie a German swoje na moich biodrach. Chciał mi przez to
powiedzieć, że tak. Moje serce po woli wracało do normalnego rytmu. German
przywarł do mnie całym ciałem i przycisnął do ściany. Po chwili nasze serca się
zgrały i stanowiły teraz jedno bicie. Jego usta delikatnie muskały moje, ale
tylko na początku. Te pocałunki stawały się coraz bardziej zachłanne, dłuższe. Czas dla nas
stanął. Zatraciłam się w tej chwili. Liczyła się tylko ona. Dla mnie mogła
trwać wiecznie. Gdyby tylko moje łokcie były posłuszne rozumowi i potrafiły się
wyprostować odpychając go ode mnie... Nie doszło by do tego. Rozum mówi jedno,
serce chce drugiego...
- Co tu się dzieje?!?!?!? - w drzwiach stanęła mama.
Natychmiast od siebie odskoczyliśmy a mi wróciła pamięć.
- Mamo to nie tak ja ci wyjaśnię.
- Co ty tu chcesz wyjaśniać?! A ty?!
- Angelica to nie...
- Wynoś się nie chcę cię widzieć!!!
- German idź. Ja to załatwię.
Mój szwagier wyszedł z sali.
- Mamo to nie tak.
- Angie jak mogłaś?! Przecież to jest twój szwagier!
- Mamo nie wiem dlaczego to zrobiłam. Nie chciałam tego.
- Gdybyś tego nie
chciała to byś do tego nie dopuściła. Zawiodłaś mnie Angeles. - powiedziała i
wyszła. Zostałam sama. Nie chciałam tego? ---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- Dam dam daaaam! I jest! Obiecany drugi rozdział bo jest jeden koment pod pierwszym. Podoba się? Następny rozdział dodam jak pod tym postem będą minimum dwa komentarze. //panna Kopytko
1 komentarz
OdpowiedzUsuńCUDOWNE !!!! ♥ Kocham to opowiadanie *-* Chcę więcej !!!!! I więcej !!!!! I więcej !!!!! ... Pozdrawiam i czekam na next ;)
OdpowiedzUsuńA propos to 2 komentarz xD
UsuńNext !!!!! ♥ Czekam ;*
OdpowiedzUsuń