sobota, 23 sierpnia 2014

Rozdział 2



Następnego dnia stałam tak sobie zwyczajnie przy oknie. Jak ja nienawidzę szpitali. Tu śmierdzi chemią. Wiem wiem, wybrzydzam jak dziecko, ale ostatnimi czasy jestem jakaś rozdrażniona. To wszystko przez niego.  Usłyszałam otwieranie drzwi. Myślałam, że to Pablo, ale zobaczyłam starszą kobietę.
- Angie. Kochanie poznajesz mnie?
- Zaraz chwileczkę... Mama?
- Tak skarbie. Martwiłam się. - przytuliła mnie.
- Mamo co tu robisz?
- Pablo mi powiedział, że miałaś wypadek. Przestraszyłam się i przyleciałam.  Jak się czujesz córeczko?
- Ogólnie to całkiem dobrze. Lekarz mówił, że dopiero za jakiś czas odzyskam pełną pamięć. Stanie się to szybciej jeśli doznam jakiegoś szoku.
- Boże miłosierny jakiego szoku?
- Po prostu zdarzy się coś, czego bym się nie spodziewała.
- Pójdę po coś do jedzenia i zaraz wrócę.
- Dobrze.
Stałam przy oknie może pół minuty jak znowu usłyszałam, że ktoś wchodzi. Myślałam, że to mama czegoś zapomniała. Myliłam się.
- German. Co ty tu robisz?
- Przyszedłem zobaczyć jak się czujesz. Martwiłem się.
- Dobrze. Lekarz powiedział, że w pełni odzyskam pamięć szybciej jak doznam jakiegoś szoku.
- Wiem.
- Jak to?
- Ja dowiedziałem się o tym pierwszy.
- German muszę cię o coś zapytać. To dla mnie bardzo ważne, nie daje mi ta sprawa spokoju.
- Pytaj o wszystko.
- Czy ty naprawdę nie kochałeś nikogo tak bardzo jak mnie?
- Słyszałaś co mówiłem?
- Każde słowo. German odpowiedz mi. - Zbliżył się. Nasze twarze dzieliły milimetry. Domyślałam się, co German chce zrobić. Minimalnie przysunęłam twarz do jego tak, by dać mu znak, an on połączył nasze usta w namiętnym pocałunku. Albo w pocałunkach. Sama nie wiem jak to ująć. Oparłam ręce na jego torsie a German swoje na moich biodrach. Chciał mi przez to powiedzieć, że tak. Moje serce po woli wracało do normalnego rytmu. German przywarł do mnie całym ciałem i przycisnął do ściany. Po chwili nasze serca się zgrały i stanowiły teraz jedno bicie. Jego usta delikatnie muskały moje, ale tylko na początku. Te pocałunki stawały się coraz  bardziej zachłanne, dłuższe. Czas dla nas stanął. Zatraciłam się w tej chwili. Liczyła się tylko ona. Dla mnie mogła trwać wiecznie. Gdyby tylko moje łokcie były posłuszne rozumowi i potrafiły się wyprostować odpychając go ode mnie... Nie doszło by do tego. Rozum mówi jedno, serce chce drugiego...
- Co tu się dzieje?!?!?!? - w drzwiach stanęła mama. Natychmiast od siebie odskoczyliśmy a mi wróciła pamięć.
- Mamo to nie tak ja ci wyjaśnię.
- Co ty tu chcesz wyjaśniać?! A ty?!
- Angelica to nie...
- Wynoś się nie chcę cię widzieć!!!
- German idź. Ja to załatwię.
Mój szwagier wyszedł z sali.
- Mamo to nie tak.
- Angie jak mogłaś?! Przecież to jest twój szwagier!
- Mamo nie wiem dlaczego to zrobiłam. Nie chciałam tego.
- Gdybyś tego nie chciała to byś do tego nie dopuściła. Zawiodłaś mnie Angeles. - powiedziała i wyszła. Zostałam sama. Nie chciałam tego? ----------------------------------------------------------------
------------------------------------------------------------------------------------------ Dam dam daaaam! I jest! Obiecany drugi rozdział bo jest jeden koment pod pierwszym. Podoba się? Następny rozdział dodam jak pod tym postem będą minimum dwa komentarze. //panna Kopytko

4 komentarze:

  1. CUDOWNE !!!! ♥ Kocham to opowiadanie *-* Chcę więcej !!!!! I więcej !!!!! I więcej !!!!! ... Pozdrawiam i czekam na next ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Next !!!!! ♥ Czekam ;*

    OdpowiedzUsuń