poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Rozdział 3



Co ja gadam. Pragnęłam tego od dawna. To z pewnością jeszcze pogorszy moją relację z Germanem. Cośmy najlepszego zrobili.. Wieczorem przyszedł do mnie Pablo.
- Cześć Angie. Twoja mama mi o wszystkim powiedziała. Nie ma sensu tego dłużej ciągnąć. Z nami koniec... - powiedział i wyszedł. Oczywiście było mi trochę smutno, ale nie aż tak bardzo. Nie kochałam go przecież. Dwa dni później wypisali mnie już ze szpitala. Poszłam do domu Germana zobaczyć się z Violettą, ale oczywiście musiałam się na niego natknąć w drodze powrotnej.
- Cześć Angie.                                                                                                                  
- Cześć.
- Może chcesz urlop? Odpoczniesz sobie.
- Nie, dziękuję, ale nie. Czuję się bardzo dobrze, a już dosyć się wynudziłam w szpitalu.
- Co u ciebie słychać?
- Zerwałam z Pablo.
- Jeśli to przez to to ja przepraszam, nie miałem tego na celu. Z resztą już sam nie wiem co miałem na celu...
- Przestań, co to był za związek? Ja go nie kocham. Nie potrafiłam się z nim nawet całować.
- A ze mną byś potrafiła?
- Sam sobie na to odpowiedz. Dobranoc.
Wyszłam.
German
Co ze mnie za debil! Jak ja w ogóle mogłem ją o coś takiego zapytać? Jestem kretynem! Jednym wielkim kretynem! Poszedłem tam, bo ją kocham. W sumie to dobrze, że Angelica wtedy przyszła, bo nie wiadomo jak byśmy daleko zaszli z tą namiętnością...
*Następny dzień*
- German muszę ci coś powiedzieć.
- Co takiego?
- Nie mogę być już dłużej guwernantką Violetty. Odchodzę. Oczywiście będę ją często odwiedzać, bo jest dla mnie najważniejsza, ale nie mogę dłużej tego ciągnąć.
- Angie...
- Nie German! Mam tego dosyć. Dosyć tej atmosfery, czuję się przy Jade nieswojo, ale to nie tylko z jej powodu odchodzę. Dość.
- Nie chcę żebyś odchodziła.
- Daj spokój. Od dawna tego pragnąłeś.
- Nigdy nie pragnąłem niczego tak bardzo jak ciebie. - staliśmy teraz blisko siebie. Bardzo blisko. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Byliśmy coraz bliżej, aż w końcu doszliśmy do tego. Do pocałunku. Trwało to długo, ale te pocałunki były takie magiczne, piękne. Były spokojne, powolne, nigdzie się nie spieszyliśmy. Potrzebowałam tego. On chyba też. Po jakimś czasie odsunęliśmy się od siebie wolno.
- Przepraszam ja nie...
- Nic się nie stało. Ja też..
- Żegnaj German.
- Angie proszę nie. - wyszłam. Po moim policzku spłynęła łza. Kocham go i ten fakt coraz bardziej mnie przytłacza. Mam dość tego życia. W głowie miałam tylko słowa Germana. Następnego dnia znowu tam poszłam diabli wiedzą po co.
- German muszę ci coś powiedzieć.
- Słucham. Co takiego?
- Wyjeżdżam do Francji. Na zawsze...
- Jak to?! Nie. Przecież nie możesz.
- A niby to czemu nie mogę?
- Bo cię kocham i dobrze o tym wiesz.
Zamurowało mnie. Więc jednak. Jednak on mnie kocha.
- I co z tego? Może ja też cię kocham ale co z tego skoro nie możemy być razem?
- Możemy...
- Słucham? Przecież ty jesteś z Jade! Jak ty to sobie wyobrażasz? Może będziesz leciał na dwa fronty? Lada dzień się jej oświadczysz. Może jeszcze mam wam ryżem na szczęście sypać co? Ja nie chcę tak żyć!!! - krzyknęłam. German przybliżył się do mnie znacząco i zaczęliśmy się całować. To była magiczna chwila. Jakby oderwanie się od szarej codzienności i problemów z którymi nie mogę się uporać. Codziennie się z nim całuję. No nieźle.
- Ja nie chcę tak żyć. - powtórzyłam już spokojnym tonem.
- Nie musisz. Angie mnie i Jade już nie ma. Z resztą nigdy nie było. Ona tylko tu mieszka ale to też kwestia czasu. Kocham tylko ciebie i chcę być tylko z tobą.
- Pozwól mi to przemyśleć.
- Zaczekam tyle ile będzie trzeba.
Udało mu się mnie pocałować w policzek i wyszłam z domu. No tego to się kompletnie nie spodziewałam. Ciągle nie mogę w to uwierzyć. Całowałam się z Germanem.. Co ja zrobiłam... ż drugiej strony to było takie piękne. Było późno więc zaraz po powrocie do domu poszłam spać... -----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
---------------------------------------------------------- Nooooo i mimo braku komentarzy macie rozdział trzeci na zachętę. Naprawdę proszę o komentarze, bo nie wiem czy ktoś to w ogóle czyta i czy mam pisać bloga. :( //panna Kopytko

sobota, 23 sierpnia 2014

Rozdział 2



Następnego dnia stałam tak sobie zwyczajnie przy oknie. Jak ja nienawidzę szpitali. Tu śmierdzi chemią. Wiem wiem, wybrzydzam jak dziecko, ale ostatnimi czasy jestem jakaś rozdrażniona. To wszystko przez niego.  Usłyszałam otwieranie drzwi. Myślałam, że to Pablo, ale zobaczyłam starszą kobietę.
- Angie. Kochanie poznajesz mnie?
- Zaraz chwileczkę... Mama?
- Tak skarbie. Martwiłam się. - przytuliła mnie.
- Mamo co tu robisz?
- Pablo mi powiedział, że miałaś wypadek. Przestraszyłam się i przyleciałam.  Jak się czujesz córeczko?
- Ogólnie to całkiem dobrze. Lekarz mówił, że dopiero za jakiś czas odzyskam pełną pamięć. Stanie się to szybciej jeśli doznam jakiegoś szoku.
- Boże miłosierny jakiego szoku?
- Po prostu zdarzy się coś, czego bym się nie spodziewała.
- Pójdę po coś do jedzenia i zaraz wrócę.
- Dobrze.
Stałam przy oknie może pół minuty jak znowu usłyszałam, że ktoś wchodzi. Myślałam, że to mama czegoś zapomniała. Myliłam się.
- German. Co ty tu robisz?
- Przyszedłem zobaczyć jak się czujesz. Martwiłem się.
- Dobrze. Lekarz powiedział, że w pełni odzyskam pamięć szybciej jak doznam jakiegoś szoku.
- Wiem.
- Jak to?
- Ja dowiedziałem się o tym pierwszy.
- German muszę cię o coś zapytać. To dla mnie bardzo ważne, nie daje mi ta sprawa spokoju.
- Pytaj o wszystko.
- Czy ty naprawdę nie kochałeś nikogo tak bardzo jak mnie?
- Słyszałaś co mówiłem?
- Każde słowo. German odpowiedz mi. - Zbliżył się. Nasze twarze dzieliły milimetry. Domyślałam się, co German chce zrobić. Minimalnie przysunęłam twarz do jego tak, by dać mu znak, an on połączył nasze usta w namiętnym pocałunku. Albo w pocałunkach. Sama nie wiem jak to ująć. Oparłam ręce na jego torsie a German swoje na moich biodrach. Chciał mi przez to powiedzieć, że tak. Moje serce po woli wracało do normalnego rytmu. German przywarł do mnie całym ciałem i przycisnął do ściany. Po chwili nasze serca się zgrały i stanowiły teraz jedno bicie. Jego usta delikatnie muskały moje, ale tylko na początku. Te pocałunki stawały się coraz  bardziej zachłanne, dłuższe. Czas dla nas stanął. Zatraciłam się w tej chwili. Liczyła się tylko ona. Dla mnie mogła trwać wiecznie. Gdyby tylko moje łokcie były posłuszne rozumowi i potrafiły się wyprostować odpychając go ode mnie... Nie doszło by do tego. Rozum mówi jedno, serce chce drugiego...
- Co tu się dzieje?!?!?!? - w drzwiach stanęła mama. Natychmiast od siebie odskoczyliśmy a mi wróciła pamięć.
- Mamo to nie tak ja ci wyjaśnię.
- Co ty tu chcesz wyjaśniać?! A ty?!
- Angelica to nie...
- Wynoś się nie chcę cię widzieć!!!
- German idź. Ja to załatwię.
Mój szwagier wyszedł z sali.
- Mamo to nie tak.
- Angie jak mogłaś?! Przecież to jest twój szwagier!
- Mamo nie wiem dlaczego to zrobiłam. Nie chciałam tego.
- Gdybyś tego nie chciała to byś do tego nie dopuściła. Zawiodłaś mnie Angeles. - powiedziała i wyszła. Zostałam sama. Nie chciałam tego? ----------------------------------------------------------------
------------------------------------------------------------------------------------------ Dam dam daaaam! I jest! Obiecany drugi rozdział bo jest jeden koment pod pierwszym. Podoba się? Następny rozdział dodam jak pod tym postem będą minimum dwa komentarze. //panna Kopytko

Hei : >

Matko , nie mam pojęcia jak zacząć : D A Więc także będę pisać na tym blogu , moim  tematem jest Diegoletta. Więc większość fragmentów gdzie ta para występuje będzie pisana przeze mnie.Mama na imię Martyna , moimi ulubionymi parami są Germangie , Diecesca , Naxi i Diegoletta.Tak krótko :)
Wygląd bloga zrobiony przeze mnie :p
//Guzik : D

Rozdział 1



Postanowiłam pójść na spacer. Przemyśleć niektóre sprawy, przewietrzyć się. Przechodziłam przez ulicę. Nagle zobaczyłam rozpędzone auto. Obraz zaczął się rozmazywać. Nastała ciemność...
German
Siedziałem w gabinecie nic nie robiąc. Myślałem o przyszłości. Co będzie kiedyś, czy sobie kogoś znajdę, z kim będę szczęśliwy... Moje myśli rozwiewała Angie. Jej głos, jej śmiech, piękny uśmiech,  i wielkie serce. Moje myślenie przerwał telefon. Odebrałem, podczas rozmowy serce z każdą sekundą przyspieszało rytmu. Angie miała wypadek, jest w szpitalu. Zamarłem. Strach i zmartwienie narastało we mnie z każdą chwilą. Czy to właśnie jest miłość? Dobrze, że Violetty nie ma w domu. Rzuciłem wszystko i pojechałem do szpitala. Gdyby nie korki byłbym tam szybciej. Gdybym nie powiedział, że jestem jej szwagrem nic by mi nie powiedzieli. Ten fakt jest dobry jedynie w takich sytuacjach. Gdybym nie był tym kim jestem wszystko byłoby prostsze. Angie potrącił samochód. Nie odniosła poważnych obrażeń wewnętrznych ani zewnętrznych. Jedynie jest w śpiączce, i najprawdopodobniej może pojawić się amnezja częściowa. Nie będzie pamiętała rzeczy, które działy się dawno temu. Poszedłem do sali w której leżała i usiadłem przy łóżku. Podłączona była do kilku maszyn, które nie wydawały o dziwo żadnych dźwięków. Była jedynie poobijana, obeszło się bez jakichkolwiek ran. W mym sercu gościł żal i smutek ilekroć tylko na nią patrzyłem i myślałem jak głęboko jestem w niej zakochany. Dlaczego ona? Nieustannie zadawałem sobie to pytanie. Głuchą ciszę niszczył jej miarowy oddech. Delikatnie złapałem ją za rękę.
- Zapewne pierwsze twoje słowa gdybyś mnie zobaczyła to co ja tu robię. Jeśli chcesz wiedzieć to siedzę z nadzieją, że wszystko będzie dobrze. Wiesz co robiłem moment przed dowiedzeniem się o tym? Myślałem o tobie, bo nie mogłem się kompletnie na niczym skupić. Nigdy sobie nie wybaczę tego, w jaki olewający sposób cię traktowałem, nie dostrzegałem. Gdy pojawiłaś się w moim domu byłaś tylko guwernantką Violetty. Nikim więcej. Z każdym dniem ten pogląd się zmieniał, bo.. Sama z resztą wiesz dlaczego. Gdy się dowiedziałem kim naprawdę jesteś nie byłem zły, ani nie było mi przykro jak wszyscy myślą. Byłem zdziwiony, że mogłem tak bez pamięci zakochać się w tej małej Angeles. Przepraszam za wszelką przykrość, krzywdę, jaką ci kiedykolwiek wyrządziłem. Byłaś, jesteś, i zawsze będziesz dla mnie ważna Angie. Nikogo nigdy nie pokochałem tak bardzo jak ciebie.. - powolnie zbliżyłem się do niej a następnie złożyłem na jej ustach delikatny pocałunek. Od dawna o tym marzyłem. Zrobić to, nie być odepchniętym sekundę przed. Odsunąłem się spoglądając nie śmiałym wzrokiem na nią. Angie otworzyła oczy.
- Słyszysz mnie?
- Tak.
- Jak masz na imię?
- Angie.
- A ja?
- German.
- Dobrze. Zaczekaj chwilę. Nie ruszaj się. - poszedłem po lekarza. Nie jest źle, skoro mnie poznaje. Lekarz stwierdził, że wszystko jest w porządku, i rzekoma amnezja wystąpiła. Angie nie pamięta rzeczy, które wydarzyły się dawno temu. Pełna pamięć wróci dopiero za jakiś czas, jednak można to przyspieszyć. Pamięć wróci szybciej gdy Angie dozna jakiegoś szoku, wydarzenie którego się nie spodziewa. Usiadłem obok, chciałem z nią porozmawiać. Przeszkodził mi w tym Pablo wpadający do sali.
- Jezus maria Angie nic ci nie jest?
- To ja już może pójdę. Do widzenia Angie.
Angie
Pablo siedział ze mną długo. Jest moim chłopakiem ale powinien zrozumieć, że jestem jeszcze słaba i strasznie mnie wymęczył zadając pytania typu jak to się stało. Ja nic nie pamiętam. Ciekawi mnie tylko co robił przy mnie German. Zawsze wydawał się taki oschły i bezduszny, a jak przychodzi co do czego to proszę. Słyszałam wszystko co mówił. Gdybym nie spała na pewno bym się rumieniła. Nikt jeszcze mnie tak nie z komplementował w jednej wypowiedzi. Ten pocałunek tak dziwnie na mnie zadziałał. Był inny niż ten Pablo. Z resztą nawet nie jestem pewna czy Pablo mnie kocha. Jemu chodzi tylko o jedno, i co wieczór jest to samo. Muszę się wymigiwać tekstem, że jestem zmęczona, nie dzisiaj, albo coś podobnego. Ja jeszcze nie jestem gotowa. A może to po prostu ten nie właściwy? Ciekawe co u Violetty? Czy wie? Na pewno German jeszcze jej nie powiedział, bo gdyby było inaczej już od dawna by u mnie siedziała. Z każdym dniem dostrzegam, że German zmienia się na lepsze. ------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
------------------------------------------------------------------------------- iiiii jak? Podoba się? Jeśli zobaczę,ż ktoś to przeczytał i pojawi się parę komentów, to kolejny rozdział pojaw się jeszcze dziś :D //panna Kopytko

piątek, 22 sierpnia 2014

Prolog



Nazywam się Angeles Saramego, ale tylko w papierach. wszyscy mówią na mnie Angie. Opowiem wam moją, albo raczej naszą historię. Wszystko o Marii, Germanie i Violetcie już wiecie. No właśnie.. German. Jestem w nim zakochana. Wiem, że nie powinnam ale to jest silniejsze ode mnie. Oczywiście, to mój szwagier i nie mogę się w nim kochać. Nie panuję nad uczuciem do niego. W dodatku bardzo wiele stoi na przeszkodzie naszego związku. Co ja gadam? Jakiego związku? Chyba oszalałam. On mnie nawet nie kocha. Chociaż tego też nie jestem pewna... Muszę to przyznać. Nie mam szczęścia w miłości. A Pablo?.. Pablo to mój chłopak, ale nie wiem jak długo to jeszcze potrwa. Ostatnimi czasy nie mogę się w ogóle odnaleźć. Muszę odpocząć od problemów, odejść od tego wszystkiego. Dostałam propozycję pracy w Paryżu i chyba ją przyjmę, chociaż trudno mi będzie się rozstać z Violettą i nie tylko. On pewnie się ucieszy że wyjeżdżam. Staram się o tym nie myśleć, bo gdy tylko przypominam sobie, że zostawię Violettę i jedynego człowieka z którym byłabym szczęśliwa to pęka mi serce. Tak będzie dla mnie lepiej... ---------------------------------------------------------------------------------------- I jak? Zapowiada się ciekawie? :3 Wy to oceńcie. Proszę o komentarze, bo nie wiem czy jest sens pisać tego bloga :c //panna Kopytko