Co ja gadam. Pragnęłam tego od dawna. To z pewnością
jeszcze pogorszy moją relację z Germanem. Cośmy najlepszego zrobili.. Wieczorem
przyszedł do mnie Pablo.
- Cześć Angie. Twoja mama mi o wszystkim powiedziała. Nie
ma sensu tego dłużej ciągnąć. Z nami koniec... - powiedział i wyszedł.
Oczywiście było mi trochę smutno, ale nie aż tak bardzo. Nie kochałam go
przecież. Dwa dni później wypisali mnie już ze szpitala. Poszłam do domu
Germana zobaczyć się z Violettą, ale oczywiście musiałam się na niego natknąć w
drodze powrotnej.
- Cześć Angie.
- Cześć.
- Może chcesz urlop? Odpoczniesz sobie.
- Nie, dziękuję, ale nie. Czuję się bardzo dobrze, a już
dosyć się wynudziłam w szpitalu.
- Co u ciebie słychać?
- Zerwałam z Pablo.
- Jeśli to przez to to ja przepraszam, nie miałem tego na
celu. Z resztą już sam nie wiem co miałem na celu...
- Przestań, co to był za związek? Ja go nie kocham. Nie
potrafiłam się z nim nawet całować.
- A ze mną byś potrafiła?
- Sam sobie na to odpowiedz. Dobranoc.
Wyszłam.
German
Co ze mnie za debil! Jak ja w ogóle mogłem ją o coś
takiego zapytać? Jestem kretynem! Jednym wielkim kretynem! Poszedłem tam, bo ją
kocham. W sumie to dobrze, że Angelica wtedy przyszła, bo nie wiadomo jak byśmy
daleko zaszli z tą namiętnością...
*Następny dzień*
- German muszę ci coś powiedzieć.
- Co takiego?
- Nie mogę być już dłużej guwernantką Violetty. Odchodzę.
Oczywiście będę ją często odwiedzać, bo jest dla mnie najważniejsza, ale nie
mogę dłużej tego ciągnąć.
- Angie...
- Nie German! Mam tego dosyć. Dosyć tej atmosfery, czuję
się przy Jade nieswojo, ale to nie tylko z jej powodu odchodzę. Dość.
- Nie chcę żebyś odchodziła.
- Daj spokój. Od dawna tego pragnąłeś.
- Nigdy nie pragnąłem niczego tak bardzo jak ciebie. -
staliśmy teraz blisko siebie. Bardzo blisko. Nie wiedziałam co się ze mną
dzieje. Byliśmy coraz bliżej, aż w końcu doszliśmy do tego. Do pocałunku.
Trwało to długo, ale te pocałunki były takie magiczne, piękne. Były spokojne,
powolne, nigdzie się nie spieszyliśmy. Potrzebowałam tego. On chyba też. Po
jakimś czasie odsunęliśmy się od siebie wolno.
- Przepraszam ja nie...
- Nic się nie stało. Ja też..
- Żegnaj German.
- Angie proszę nie. - wyszłam. Po moim policzku spłynęła
łza. Kocham go i ten fakt coraz bardziej mnie przytłacza. Mam dość tego życia.
W głowie miałam tylko słowa Germana. Następnego dnia znowu tam poszłam diabli
wiedzą po co.
- German muszę ci coś powiedzieć.
- Słucham. Co takiego?
- Wyjeżdżam do Francji. Na zawsze...
- Jak to?! Nie. Przecież nie możesz.
- A niby to czemu nie mogę?
- Bo cię kocham i dobrze o tym wiesz.
Zamurowało mnie. Więc jednak. Jednak on mnie kocha.
- I co z tego? Może ja też cię kocham ale co z tego skoro
nie możemy być razem?
- Możemy...
- Słucham? Przecież ty jesteś z Jade! Jak ty to sobie
wyobrażasz? Może będziesz leciał na dwa fronty? Lada dzień się jej oświadczysz.
Może jeszcze mam wam ryżem na szczęście sypać co? Ja nie chcę tak żyć!!! -
krzyknęłam. German przybliżył się do mnie znacząco i zaczęliśmy się całować. To
była magiczna chwila. Jakby oderwanie się od szarej codzienności i problemów z
którymi nie mogę się uporać. Codziennie się z nim całuję. No nieźle.
- Ja nie chcę tak żyć. - powtórzyłam już spokojnym tonem.
- Nie musisz. Angie mnie i Jade już nie ma. Z resztą
nigdy nie było. Ona tylko tu mieszka ale to też kwestia czasu. Kocham tylko
ciebie i chcę być tylko z tobą.
- Pozwól mi to przemyśleć.
- Zaczekam tyle ile będzie trzeba.
Udało mu się mnie pocałować w policzek i wyszłam z domu.
No tego to się kompletnie nie spodziewałam. Ciągle nie mogę w to uwierzyć.
Całowałam się z Germanem.. Co ja zrobiłam... ż drugiej strony to było takie
piękne. Było późno więc zaraz po powrocie do domu poszłam spać... -----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
---------------------------------------------------------- Nooooo i mimo braku komentarzy macie rozdział trzeci na zachętę. Naprawdę proszę o komentarze, bo nie wiem czy ktoś to w ogóle czyta i czy mam pisać bloga. :( //panna Kopytko